Cały czas zastanawiam się nad tym jak zacząć recenzję płyty na którą czekałem, że tak powiem od 2005 roku, a to dlatego że Morbid Angel wydawali płyty średnio co 2 lata. Czyli na płytę czekałem 6 lat a 8 od wydania "Heretic". Czekałem, czekałem i się doczekałem.
Napisze tak jak tylko usłyszałem zapowiedź płyty w postaci udostępnionego w necie utworu Existo Vulgoré i usłyszeniu na koncercie w Warszawie Nevermore wiedziałem że ta płyta będzie dla mnie czymś niesamowitym. Jak nie pamiętałem z koncertu a raczej po jakimś czasie zapomniałem jaki jest Nevermore tak po usłyszeniu Existo Vulgoré zostałem powalony. Wszystko w tym utworze mi pasowało czyli Morbid Angel mnie tym utworem nie zawiódł. Zacznę od tego, iż posłuchałem kilku opinii moich znajomych którzy nie zostawili suchej nitki na tym albumie.
Już samą sensacją był powrót do MA Davida Vincenta a drugą sensacją była operacja kręgosłupa Pete Sandovala co wykluczyło go z uczestnictwa w nagrywaniu "Illud Divinum Insanus", aczkolwiek uważam że Tim Yeung godnie go zastąpił. Ale od początku.
Album otwiera momumętalne mroczne intro Omni Potens które przechodzi w bardzo rytmiczny i zarazem dziwny utwór Too Extreme!. Utwór jakby to powiedzieć, całkiem z innej beczki, nie mieszczący się w konwencji Morbid Angel. Rytmiczny, niepokojący a zarazem zadziwiający, że panowie poszli całkiem inną drogą ekstremy i pokazali że Death Metal nie musi być schematyczny. Pokazali że można pójść inną drogą Too Extreme! - delikatną mieszanką Industrialu i Death Metalu. Kolejny to Existo Vulgoré pokazujący, że Morbid Angel A.D. 2011 jest w doskonałej formie. Jest to utwór typowo Morbidowski , wokal Vinceta nie stracił na charyzmie. Ciągle jest taki jak na Domination, cały kawałek przesiąknięty jest wymienioną przeze mnie płytą. Czwarty w kolejności to Blades For Baal utwór charakteryzujący się niesamowitą intensywnością gitar, perkusji i basu. Jest to jeden z szybszych utworów na tej płycie I kolejny, bardzo Morbidowski, czyli coś do czego Morbid przyzwyczaił - czyli w pewnym momencie zwolnienie, a w tle solówka. Następny pojawia się I Am Morbid zaczynający się że tak powiem, stadionowym okrzykiem powtarzanym kilka razy: MORBID!!! MORBID!!! MORBID!!!. Po tym początku utwór przechodzi w totalny walec a'la Morbid Angel. Zaraz, przecież to jest Morbid Angel. Utwór w którym mamy dużo melodii, dużo solówek, oraz kolejny raz pokaz że Vincent nie zdziadział i nadal ma świetny wokal. I doszliśmy do szóstego kawałka na płycie a mianowicie 10 More Dead. Nie wiem ale jak słucham tego kawałka również namyśli przychodzi mi płyta Domination. Jakoś ten utwór nawiązuje klimatycznie do ów wymienionej płyty. Jak dla mnie ten kawałek ma w sobie pewien majestat i swój charakter, a także świetne solówki. Przyszedł czas na jakby to powiedzieć następny utwór a zarazem kolejny z tych kontrowersyjnych. Destructos vs The Earth/Attack, ale czy do końca? Moim zdaniem nie. Jakby nie patrzył i nie słuchał tego kawałka dalej jest to Morbid Angel tylko z dodatkiem, jakbym słyszał Laibachowe remiksy. Ciężki monotonny numer i do tego apokaliptyczny zakończony totalnym zniszczeniem i chaosem. Nevermore utwór powstały już jakiś czas temu i prezentowany na licznych koncertach w ramach zapowiedzi nowego albumu. Powiem, a raczej napisze o nim krótko: szybko, wolno, szybko, wolno i dodam że kawałek jest dość melodyjny. Oczywiście nic nie brakuje temu utworowi świetnych zwolnień, praca perkusji rewelacyjna i oczywiście solówki takie do jakich przyzwyczaił mnie Trey. No i ten i wokal i wokal i wokal... Beauty Meets Beast świetnie wkomponował się w schemat Morbidowski. To jest ten następny utwór który pokazuje jak powinien wyglądać kawałek dobrego Death Metalu w wykonaniu „bogów” tego gatunku. Jakby to powiedzieć kolejny a zarazem trzeci walec na tym albumie i mimo porównań do Domination pod względem tempa jak i klimatu ten utwór nie ma słabych punktów. Radikult, trzeci kontrowersyjny kawałek na płycie, który namieszał. Nie wiem do czego go porównać chyba najlepiej do niczego. Po prostu kolejny utwór którym zaskoczył zespół trochę industrialnych zagrywek, czystych wokali, a zarazem bardzo rytmiczny jak i piekielnie zakończony. Ostatni numer na tym albumie to Profundis - Mea Culpa. Następny utwór odbiegający od schematu do jakiego przyzwyczaił nas zespól przez te wszystkie lata. Jak dla mnie jest to również mieszanka Industrialu z Death Metalem.
Na zakończenie mojego wywodu na temat "Illud Divinum Insanus" chciałem napisać o brzmieniu które jak dla mnie idealne i typowe dla Morbidów: czyste ale zarazem znaleźć można tam ziarenko brudu które powoduje, że ta płyta po kolejnym odsłuchu coraz bardziej mi się podoba. Moim zdaniem do "Illud Divinum Insanus" trzeba podejść indywidualnie, nie patrzeć na przeszłość zespołu tylko na "teraz". Jakby nie patrzył każda płyta Morbid Angel jest inna i każda ma swój charakter. Mimo krytyki tej płyty przez moich znajomych, że to już nie Morbidzi, i nie zacytuje też tych bardziej ekstremalnych wypowiedzi. Nie będę jej bronił, po prostu zacytuje Vincenta z którym się zgadzam:
Post powstał dzięki koledze Gravedancerowi. HAIL!

0 komentarze:
Prześlij komentarz