sobota, 27 sierpnia 2011

Hour Of 13 - The Ritualist (2010)

W trzy lata po bardzo dobrze przyjętym i przychylnie ocenianym debiucie, amerykańska grupa Hour Of 13 powróciła z drugim długograjem, złowrogo zatytułowanym "The Ritualist". O ile w przypadku pierwszego krążka można było mówić, że całość to nic innego jak swoisty miks wpływów Pagan Altar, Judas Priest (tego z lat '70) i rzecz jasna, Black Sabbath, to jeśli chodzi o omawianą płytę - jest tu znacznie więcej. W przypadku takich rejonów grania ja zawsze odżegnywałem się od sabbatho-podobnych grup, które skręcały za mocno w stronę stonera.  Byłem więc bardzo sceptyczny, gdy kiedyś ktoś przyniósł mi jeszcze wówczas kasetę z zawartością pierwszego LP, mówiąc, że to coś w stylu Black Sabbath z Ozzym na wokalu. Nie powiem, że nie błysnęły mi oczy ale ile już było takich zespołów? Inną sprawą było to, że pierwszy wypiek tej formacji ukazał się pod szyldem znanej i szanowanej Shadow Kingdom Records. O, to już była dobra rekomendacja. Odpaliłem i do dziś dnia, choć ta kaseta przepadła mi gdzieś, tego nie żałuję. Z wielkim zainteresowaniem więc wysłuchałem znakomitego singla, pilotującego "The Ritualist" - Naked Star. Wtedy już wiedziałem, że gorzej nie będzie, a całość warta jest zachodu i czasu. Wiecie co jest w tym wszystkim najfajniejsze? Ten kompakt stworzyła dwójka ludzi. Chad Davis zajął się wszystkimi instrumentami (gitarami, basem, perkusją) i chórkami, a Phil Swanson lirykami i wokalami. Całość brzmi jak miks dokonań Black Sabbath, Pagan Altar, Witchfinder General, Candlemass, a nawet Mercyful Fate i starego Judas Priest. A naturalny głos Phila, przypominający nieco niższe rejestry młodziutkiego Osbourne'a nadaje całości specyficznego klimatu. Może to wszystko już faktycznie było ale czy to jest ważne? Co z tego, że było, skoro słucha się tego doskonale, płyta ani na moment nie nudzi, a duszna, niemal miejscami psychodeliczna atmosfera, pełne okultystycznej i satanistycznej symboliki teksty i doskonała produkcja robią resztę. Rozpoczynający album The Gathering już od pierwszych taktów wciąga niepowtarzalną, unikalną atmosferą, klimatami rodem z lat siedemdziesiątych w obrębie gitar (Judas Priest się kłania) i klawiszy. Do tego wspaniale śpiewający wokalista. Szkoda, że tak krótko, zaraz potem wchodzi tytułowy The Ritualist. Tu mamy już klimaty typowo doomowe i jakże sympatyczne gitarki, przypominające to co robił ze swoim instrumentem pan Tony Iommi. Do tego mamy fajną, mogącą naprawdę się podobać melodię i bardzo dużo przestrzeni. Zwrócić należy uwagę na to co się dzieje w tym kawałku, gdy Phil przestaje śpiewać. Kłaniają się najwięksi mocarze doom metalu. We wspominanym już przeze mnie Naked Star mamy więcej heavy metalu w stylu, którego nie powstydziliby się sami Gods of Metal. Z całą pewnością najbardziej energetyczny i przebojowy utwór na całej płycie. Nic więc dziwnego, że został wybrany na promocyjnego singla. Równie dobry, choć już bardziej pokręcony i doom jest Demons All Around Me. I jeśli się dobrze wsłuchać, to czy nie ma tu czegoś z rejonów dotąd zarezerwowanych dla Mercyful Fate? Posłuchajcie tych riffów i fajnie skonstruowanego refrenu. No ja nie mogę się opędzić od skojarzeń z tą właśnie ekipą. Główny riff w Possession nie tylko wywołuje przyjemne wibracje swoim ciężarem ale także przypomina dokonania tych wszystkich świetnych zespołów, które umiejętnie budowały nastrój aż do końca utworu i wielkiego finału na ich końcu. I tak jak dwie następujące po tym utworze kompozycje, a więc odpowiednio Soldiers of Satan oraz Evil Inside, przesiąknięte są duchem Black Sabbath, a gitary brzmią właśnie tak, jakby to sam Iommi postanowił tu zagrać. Pierwszy z nich bardziej dynamiczny, drugi toczy się wolno i dostojnie, niczym stutonowy walec, miażdżąc wszystko i wszystkich na swojej drodze. Niczym klamrą całość spina kończący krążek The Crawlspace. Zaskakujący, ze zmianami tempa, klimatu i bardzo epicki. 
Zaskakujący miks wpływów, odniesień, zapożyczeń no i cudowna chemia między muzykami. Niezwykły talent kompozytorski  Chada Davisa, charyzmatyczny wokal Phila Swansona, ponure, okultystyczne teksty i bardzo dobre pomysły dały efekt w postaci świetnej płyty. Jeśli zatem jesteście znudzeni przewidywalnym i do bólu oklepanym doom metalem to ten LP jest dla Was. Mi się spodobało od pierwszego do ostatniego taktu. Gorąco polecam, ocena w granicach 8,5/10.

0 komentarze:

Prześlij komentarz